Zobacz też:






jadła, nasuwały jednak myśl, ze będąc młodą, nie musiała być szpetną, oczy miała jeszcze żywe i duie, chociaż zwrok już osłabiony nie mógł się obejść bez okularów w czasie czytania, i jakkolwiek codziennie przemywała oczy wodą z kwiatem bławatnim, w butelce na oknie stojącą.... Głos miała jeszcze mocny, cienki, chociaż chropawy, ubierała się zawsze z największą czystością, staraniem, a nawet można powiedzieć niekiedy z pretensyą może nie właściwą jej wiekowi. Mowna była nadzwyczaj, każdego nazywała Acanem i gdy dotknięto słabej strony jej wspomnień i pamiątek, wówczas była w stanie prawić ci dwie godziny bez przerwy o dawnych zwyczajach, powtarzając często: "co żem chciała powiedzieć" a wspomnienia jej najczęściej sięgały czasów Stanisława Augusta. Nabożna, codziennie prawie na mszy, a w Niedziele i święta, ani słota, ani zimno nie wstrzymywały jej, chociaż często ren-
matyzmy cierpiała. Śpiewała w poście gorzkie żale, w Nowy Rok kolendy, jednakże wieczorami podczas świeżych, letnich, miesięcznych nocy, przy otwartych oknach dworku, słyszeć było można: Już miesiąc zajszed, albo: Wyjszła Filisz do ogrodu, sykając za każdem S, dla braku zębów.
Najgłówniejszym odcieniem jej usposobienia, była manja namiętna gospodarowania i jak powiedzieliśmy, za warunek główny pobytu jej w Dębowej-wólce, położyła mieć własny swój domek.
Jakoż urządziła go po swojemu, przyjęła Kachnę wiejską dziewczynę do posługi i kuchni, trzymała krów kilka, kilka sztuk nierogacizny, drobiu, parę koni do żółtej, odwiecznej karjolki na resorach, do której znów umyślnie, Hrycia parobka jej dodano; wszędzie sama doglądała, aby wszystko było w porządku, własnemi niemal rękami uprawiała swój ogródek, robiła
masło i sery i na odpuście każdym, w swoim lub z sąsiednich kościołów, Kachnę i Hrycia z naładowanym masłem i serami, wysyłała wozem, latem spieniężała podobnież owoce, ze swego ogródka, zbywające od potrzeb. A musztrowała i gderała często na Kachnę, na Hrycia, na baby które do roboty najmowała, wnikała w ich plotki, nudziła i ciągle narzekała na ich niedbalstwo i opieszałość w "pracy. Cały dzień bywało od samego rana krząta się jak gdyby miała Bóg wie jaką robotę, tu zajrzy a gawędzi: "A to Kachna cożem chciała powiedzieć, to tylo ono zęby wyszczerza a nie pilnuje," to tam postoi i nagderze: "Paraska i Hana to mondrele, wam jeno spać abo dziwować się a nie robić" i t. d.
Niemniej od Walentego i pani Adamowej przywiązaną była do Stasia, który ją kochaną zwał Ciotunią, kochała go i wychwalała przed kim mogła jego cnoty, co-