Zobacz też:






wać i głowę do góry nosić. Byt wysoki i chudy, twarz jego nosiła cechę zdrowia i czerstwości, przytem napiętnowaną być się zdawała prawie zawsze wyrazem nieukontentowania i gniewu; wąsiki siwe prostopadle z pod orlego wystawały nosa; oczy siwe pod strzępiastemi i zmarszczonemi brwiami, zawsze i wszędzie zdawały się gniewnym patrzeć wyrazem; głos gruby i donośny, zdania prosto i bez ogródki wyjawiane, lakonizm w odpowiedziach tak albo nie, to były główne cechy tego starego, a tak szanownego oryginalnością typu indywiduum. Strój jego składał się zwykle latem, ze spancerka płóciennego, takichże szarawarów, i kapelusza słomiannego o dużem rondzie z niebieską wstążką; zimą z prostego kożucha, grubych z długiemi cholewami butów i kaszkietu baraniego z uszami.
Mówił mało, a wesołym i uśmiechającym się nikt go jeszcze nie widział. Jego ży-
ciem, jego żywiołem była rola, gospodarstwo. Przyzwyczaił się od tak dawna do tych pól i uroczysk, o których czasem w rzadkich chwilach nadzwyczaj dobrego humoru tak przed każdym mówił, jak gdyby je każdy z nazwiska znał doskonale. Przyzwyczaił się i przywiązał do Pana, ukochał Panicza jak wierny i poczciwy sługa i służył im nie za pieniądze, nie dla swego interesu, lecz z przywiązania do swoich Panów i z zamiłowania do roli.
Słyszałem raz pewnego obywatela, klassyfikującego ekonomów na trzy kategorje, to jest tych: 1) którzy li tylko dla siebie pracują, a nie dla pana; 2) tych którzy pracują dla siebie i dla pana; 3) wreszcie tych którzy ani dla siebie ani dla pana nic dobrego nie robią, czyli opieszałych i leniuchów.
Jeżelibyśmy Bartosza chcieli pod jaką kategorje umieścić, musielibyśmy nową, a rzadką bardzo utworzyć klassyflkacyą
t. j. tych którzy jedynie dla pana pracują, bo istotnie takim był Bartosz.
Umiał też go cenić nieboszczyk Jegomość, oceniał go młody Panicz, lubili go wieśniacy i jakkolwiek niejednego nastraszył wiszącym w swej izdebce na kółku harapem, to jednak słuchali jego groźnego upomnienia więcej, aniżeli gdyby ich kto inny, istotnie razami kańczuga poczęstował. Ze mu zawierzyć było można tysiące a grosza by sobie nie schował, przekonanym był o tem aż nadto Panicz, jednakże jedną miał wadę stary Bartosz, a tą byłą, ze był zabitym i niczem nieprzekonanym gospodarzem starej daty: nie wierzył on w systemata Thaera i innych nowej szkoły agronomów i ulepszenia i ułatwienia jakie w gospodarstwie teraz cywilizacya wieku naszego poczyniła, uważał za dziwactwo, słowem ze zraz powziętej rutyny nic go sprowadzić nie mogło. Wiedział że na Smolarzach trzeba ugorować, na