Zobacz też:






na obiad do dworu, dowiedzieć się zarazem
o zdrowiu ukochanego Stasia, o które nie wypadało jej w kościele dowiadywać sięi zaraz na wstępie tysiącznemi obsypywała go pytaniami: "Kochany Stasieczek czy nie słaby? może głowa boli? cóżem chciała powiedzieć.... na głowę bym miała lekarstwo.... może katar co? co duszko?" "Nić Ciotuniu, dziękuję za starania jakiemi mnie obsypujesz," odpowiadał z uprzejmym uśmiechem Staś i całował ją w zeschłą rączkę. Po anyżówce z plebanii nadciągał wkrótce i Kapitan, awczasie obiadu, żywa zwykle, bogata we wspomnienia następowała rozmowa. Pan Kapitan sprzeciwiał się Cioci przywodząc niektóre fakta z jej młodości, z czasów wejścia Francuzów, na co z uśmiechem odpowiadała Ciocia: "co było a nie jest nie pisze się w rejestr;" groziła mu figlarnie palcem, pół żartobliwie, pół cicho powtarzając: "cicho byś ot Acan był i nie psuł mi kochanego dziecka. "
Pan Kapitan następnie predykował ciągle i wpada! w sztos opowiadań myśliwskich swych przygód. Stasia jako myśliwego bawiły te opowiadania, Ciocia Scholastyka uważała je za nudne i nie raz przerywała z niecierpliwością jego myśliwski entuzjazm: "Et co tam, lepiejbyś Acan co innego prawił, nie zawsze te tam, cozem chciała powiedzieć, polowanie w głowie," a sama biedaczka znów nie wiedziała, ze najczęściej także lubiła gwarzyć o swem gospodarstwie, i o plotkach które między jej babami krążyły....
W Niedzielę i święta uroczyste, w długie szczególniej jesienne lub zimowe wieczory, bywały zebrania we dworkach i gawędy przy kominkowym ogniu, ożywiane co moment tabaką i herbatą na syczącym przyrządzaną samowarze. Już to u panny Scholastyki zbierano się zwyczajnie, na ulubionego ćwika.
Ogień huczał na kominie, w izdebce nam
znanej pierwszego dworku, dwie łojowe świeczki w cynowych lichtarzach stały zapalone na przykrytym zielonem suknem stole, na którym dwie talje zatłuszczonych kart leżało. Ciocia Scholastyka w oczekiwaniu na gości, siedziała w świątecznych strojach przed kominkiem i wieczorne odmawiała na pamięć modlitwy, przerywając co moment swój pacierz, którego pierwsze słowa z każdym oddechem głośniej wymawiała, wykrzyknikami na Kachnę przyrządzającą szklanki i samowar; i tak np. "teraz i zawsze i na wieki wieków Amen.... Nieszczęśliwa moja godzina, Kachna nie guzdrajze się tak, a prędzej przyrządzaj.... Zdrowaś Marya łaskiś pełna.... ho wam to ono tylko, cożem chciała powiedzieć, zęby wyszczerzać i spać tak samo jak Paraska... łaskiś pełna Pan z tobą.... i t. d.
Szósta bije na zegarze z kukułką, zamieć na dworze i wiatr huczy w szybach przez szpary okiennic, jednakie z ostatniem