Zobacz też:






 
Rodzicom moim kochanym
ten Obrazek poświęcam.
Jeżeli bierzesz do ręki kochany czytelniku ten zarys, w nadziei ze w zagmatwanej jak w niejednym romansie intrydze, znajdziesz powód do zaostrzenia twej ciekawości, zawiedziesz się mówię ci naprzód jak najokropniej.
Niemniej gdy zechcesz w tym prostym obrazku znaleść średniowiecznego bohatera z brzmiącem Edgara lub Edwina imieniem i bohaterkę Ewelinę lub Matyldę, namiętnych, strasznych pełnych miłości wzajemnych poświęceń kochanków, różnemi przeszkodami od zawistnego losu prześladowanych, podobnież powtarzam raz eszcze, że zawód twój będzie okropny.
Nie spodziewaj się wreszcie, abym rozdziały miał wszczynać od czarującego wschodu lub zachodu słońca i romantycznych opisów okolic włosko - szwajcarskich, jak to w wielu naszych chociaż powieściach ma miejsce.
Rzecz bowiem tego szkicu jest bardzo prostą, pozbawioną wszelkiej intrygi a prowadzoną w okolicach jednego z zakątków kraju naszego, o którym podobno nie bardzo pochlebną masz co do piękności natury opinię, bo na Podlasiu; głównie miałem na celu wprowadzenie na scenę kilku figur, kilku postaci, dawniejszej daty, których liczba coraz się teraz zmniejsza, a których wizerunki nie jednemu z was może na tle z dziecinnego wieku pamiątek, wraz ze starym rodzinnym dworem, żywo jeszcze stoją w pamięci.
Zaczynam więc po prostu.
W dość smutnej choć przyjemnej okolicy Podlasia leżała wieś zwana Dębową-wólką