Zobacz też:






Kłaniający się i grzeczny dla każdego, chętnie w dom gości przyjmował, gospodarował zawzięcie, rachując wszystko pod kredkę i najmniejszy zapisując grosz wydany.
Pani Michałowa nie odrodna jego małżonka, była to chuda, o kilka lat młodsza od niego kobieta, pełna pretensyi cała, wygadana, obraźliwa nadzwyczaj; powiadano ze nieograniczoną nad mężem rozciągała władzę, i ze wzrok jej surowy tyle miał siły, tyle był działającym na panu Michale, że ten nie tylko jej się w czem sprzeciwić, ale nadto samodzielnie cóś zdziałać nie był w stanie.
Panna Konstancya, była to świeża i rumiana lat 19 panienka, o oczach dużych niebieskich, figurze nieco otyłej, rękach trochę za grubych i czerwonych, której zarzucić niepodobna, aby była nieładną, owszem była to piękność wiejska, świeża, hoża, lecz pełna naiwności i prozy.
Surowa jeszcze jak to mówią w zdaniach, najczęściej powtarzała cudze, słyszane od panien Sędzianek np. a gdy chciała ze swojem oryginalnem wystąpić, to pewnie takiego wycięła bąka, ze parsknąć trzeba było ze śmiechu. Dość śmiała przeciw zwyczajowi wiejskich trusiątek, umiała nawet z mężczyznami prowadzić rozmowę, francuzkiemi przeplataną frazesami, bo ją mama nie razpokątnie przestrzegała, i uczyła, czytała romanse Dumasa, Suego, grała na fortepianie, śpiewała i tańczyła nie żle, bo państwo Wojtasińscy wyjeżdżali byli dla niej po kilka razy do Warszawy, gdzie jak twierdzili, dla kończenia edukacyi Kostusi się udawali, robiła na krosienkach, a jedną z największych najchwalebniejszych jej zalet była, ze krzątała się i wyręczała matkę w domowem gospodarstwie, i,. pod tym względem zasługiwała na pochwałę, bo ileż to mamy jej rówienniczek posiadających muzykę, śpiew, taniec, chociaż Boże
zmiłuj się, i paplających po francuzku, którym się głowa do tego stopnia przewraca, ze sądzą za upodlenie zajmować się kobiecem gospodarstwem.
Dwór państwa Wojtasińskich był połączeniem wykwintność!, w umeblowaniu i jakiegoś rodzaju niedbalstwa i paralijańskiego gustu zarazem; bowiem jego pokoje byty zastawione meblami mahoniowemi różnego kształtu, a wszystkie w naśladowaniu mody innych dworów; i tak miałeś w jednym pokoju i kozetkę jak u hrabiego, i fortepian jak u sędziny, i figurki u ściany jak u prezesa, a obok tego gdzieś np. lanszaft za szkłem, z napisem między nędznie pomalowaną girlandą: pobraliśmy się dnia tego a tego, komoda stara z klamrami, na niej ustawione filiżanki, obok tych mahoniów, kozetek i figurek, bardzo dziwnie odbijały. Co do przyjęcia (reception) w tej sali, gospodarzy, podobny kwodlibet wyrażeń i obejścia się