Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 25
— Nieszczęśliwa godzina, mówiła ciągle tym samym zafrasowanym tonem Ciocia, taże to znają go jak złego szeląga wszyscy i u niego, cozem chciała powiedzieć Sodoma i Gomora, zawsze hula jeno ciągle bez czci i wiary, oto dopiero, Staś gotów z nim zapoznać się, tak blizko, a niech że go ręka Boska broni.
— Moja Mościa Dobrodziko, ja jagem był młody, to pamiętam także się hulało...
— Et co tam teraz gadać, przestawszy pończochę robić z zafrasowaną ciągle mówiła miną, to gorszy strach teraz będzie, aby się ze Stasiem nie poznał, to takie młode.... a Kachna nie masz co do roboty, to tylko słucha, wam tylo ono zawsze słuchać a nie robić," mówiła dalej podniosłszy głos i obróciwszy się w stronę drugiej izdebki, gdzie ciekawa Kachna stanęła we drzwiach z nawpół wyczyszczonym samowarem przysłuchując się nowinom....
— Moja Mościa Dobrodziko, ja jagem był młody, to pamiętam także się hulało...
— Et co tam teraz gadać, przestawszy pończochę robić z zafrasowaną ciągle mówiła miną, to gorszy strach teraz będzie, aby się ze Stasiem nie poznał, to takie młode.... a Kachna nie masz co do roboty, to tylko słucha, wam tylo ono zawsze słuchać a nie robić," mówiła dalej podniosłszy głos i obróciwszy się w stronę drugiej izdebki, gdzie ciekawa Kachna stanęła we drzwiach z nawpół wyczyszczonym samowarem przysłuchując się nowinom....
Wszedł wkrótce i stary Bartosz; powtórzyła przed nim nowinę Kapitana Ciocia.
— Oj to niebezpieczny sąsiad, mówił ze zwykłą ponurą miną, znam ja ci tego Mospana, to we wsi żadna mołodyca nie jest bezpieczna gdzie on bywało ze swoją hałastrą przebywa....
A tego samego wieczoru, o tej nowinie, dowiedział się Walenty i pani Adamowa od Bartosza, który przyszedł do dworu z relacyą gospodarskich czynnności.
* * *
W miesiąc potem pewnego dnia o godzinie 3-ej po południu, zgrabna najtyczanka zaprzężona w cztery w lejc żwawe, z krakowskiemi chomontami siwki, z woźnicą w liberyi, zatoczyła się przed ganek dworu Dębowej-wólki; wysiadł z niej spiesznie jakiś mężczyżna w okularach, okutany w niedźwiedzie futro i zaczekać groźnie do woźnicy przemówiwszy, śmiało wszedł
— Oj to niebezpieczny sąsiad, mówił ze zwykłą ponurą miną, znam ja ci tego Mospana, to we wsi żadna mołodyca nie jest bezpieczna gdzie on bywało ze swoją hałastrą przebywa....
A tego samego wieczoru, o tej nowinie, dowiedział się Walenty i pani Adamowa od Bartosza, który przyszedł do dworu z relacyą gospodarskich czynnności.
* * *
W miesiąc potem pewnego dnia o godzinie 3-ej po południu, zgrabna najtyczanka zaprzężona w cztery w lejc żwawe, z krakowskiemi chomontami siwki, z woźnicą w liberyi, zatoczyła się przed ganek dworu Dębowej-wólki; wysiadł z niej spiesznie jakiś mężczyżna w okularach, okutany w niedźwiedzie futro i zaczekać groźnie do woźnicy przemówiwszy, śmiało wszedł
do sieni, gdzie spotkał wychodzącego Walentego.
— Jest Pan w domu ? zapytał zrzucając futro.
Zmierzył go od stóp do głowy niechętnem okiem Walenty"jest", mruknął, wpatrując się ciągle w nowo przybyłego.
Był to mężczyzna lat około 30, trochę łysy, nosił okulary złote na wytrzyszczonych jasnych oczach, a około ust jakiś dziwny, satyryczny osiadł uśmiech; był ubrany w elegancki rajtrok i spodnie z lampasem zgrabnie do jego zeschłej chociaż figury pasujące.
W ową chwilę w środkowych drzwiach ukazał się jednocześnie i Staś, w niebieskiej z kutasem czarnym czapeczce i ujrzawszy nieznajomego podobnież ciekawem zmierzył go okiem.
— Excusez, zaczął cedzić przez zęby nieznajomy zbliżając się do Stasia, że Pana
— Jest Pan w domu ? zapytał zrzucając futro.
Zmierzył go od stóp do głowy niechętnem okiem Walenty"jest", mruknął, wpatrując się ciągle w nowo przybyłego.
Był to mężczyzna lat około 30, trochę łysy, nosił okulary złote na wytrzyszczonych jasnych oczach, a około ust jakiś dziwny, satyryczny osiadł uśmiech; był ubrany w elegancki rajtrok i spodnie z lampasem zgrabnie do jego zeschłej chociaż figury pasujące.
W ową chwilę w środkowych drzwiach ukazał się jednocześnie i Staś, w niebieskiej z kutasem czarnym czapeczce i ujrzawszy nieznajomego podobnież ciekawem zmierzył go okiem.
— Excusez, zaczął cedzić przez zęby nieznajomy zbliżając się do Stasia, że Pana


