Zobacz też:






Stary Walenty tem większe Gzuł dla nowoprzybyłego oburzenie, że podsłuchał całą rozmowę podedrzwiami w jadalnym pokoju, o mało ze nie wyskoczył do gościa z pięściami, mitygował się więc jak mógł, spluwając i przeklinając gościa.
A w kwandrans po odjeździe nowego sąsiada, powróciwszy ze wsi, dowiedziała się o tem od Walentego pani Adamowa i wykrzyknęła: "A co a nie mówiłam" i pobiegła natychmiast z relacya na białe dworki. We dworku panny Scholastyki zastała Kapitana i opowiedziawszy o odwiedzinach sąsiada z Siedlisk, ciocia Scholastyka: "Jezus Marya, nieszczęście!" wykrzyknęła i gdy na Kapitanie ta wiadomość tak wielkiego nie uczyniła wrażenia, i zaczął rezonować ze: "co mu tam będzie zmiarkowawszy, czy to już tak wielkie nieszczęście, bo i nawet źle kiedy młody skromny jak panna, " zmartwiona tą wiadomością ciocia Scholastyka i rozżalona
na Kapitana, Ie jeszcze z takiemi uwagami, występował"
— Oto wyciął! — z gniewem mu przerwała, — Acan, cożem chciała powiedzieć, pijanyś, czy co, pewnie był gdzie na hulance z kolegami, ze takie androny prawisz phi! — i rozdąsała się na niego tak, ze z trudnością ją zdołał przeprosić.
Dowiedział się tego wieczoru i Bartosz, przyszedłszy ze zwykłą relacya gospodarską i smutny odszedł, kiwając tylko głową.
W Niedzielę następną, gdy ciocia Scholastyka i pan Kapitan na obiedzie znajdowali się, zmówiło się o sąsiedzie z Siedlisk. Ciocia zaklinała Stasia:
— Tylko się z nim nie bardzo wdawaj duszko, bo to cożem chciała powiedzieć nagannej konduity człowiek.
— Zapewne, zapewne, — dodawał Kapitan, który był zmuszony do potakiwania Cioci, chociaż inaczej moie był w duchu
przekonanym, jednakże nąjsurowiej przez pannę Scholastykę miał także nakazanem, aby odwodził Stasia od wchodzenia w stosunki z tym strasznym iak go starzy nazywali sąsiadem, a trzeba wiedzieć, ze pan Kapitan bał się nie wiem dla czego trochę panny Scholastyki i ślepo wypełniał jej wolę.
— Dziękuję za przestrogę, — odpowiedział Staś z uśmiechem, — jednakże kiedy już teraz widzę tyle przestrachu i przestróg, bo mi i Walenty naukę moralną co do niego prawił, i Bartosz wtrąca nieznacznie przy dyspozycyi, o nim, cóż dopiero Państwo mówić będziecie, gdy ja zmuszony będę Siedliska, odwiedzić, jak tego wzajemna grzeczność wymaga? i niewątpliwie to uczynię.
Zakrzyknęła po cichu "Jezus Marya" ciocia Scholastyka, spojrzał na nią znacząco Walenty stojący z talerzem za krzesłem Panicza, a Staś widząc jej przestrach, zaśmiał się głośno. Kapitan radby był się