Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 28
Zobacz też:
-
Obozy młodzieżowe
www.alf.com.pl -
Krzesła biurowe
www.tepi.pl -
Oczyszczalnia ścieków
www.krevox.com



z czem odezwać jak np. ze w zamiarze odwiedzin Stasia nie widział nic złego, jednakże przez wzgląd na ciocię Scholastykę milczał tą razą, aby ją nie obrazić.
Zamiar Stasia wyjawiony w gronie rezydentów co do odwiedzin Siedlisk nie był płonnym, jakoż pewnego dnia kazał zaprządz do swej najtyczanki czwórkę kasztanków i pojechał.
Walenty nie śmiał mu już na wyjezdnem nic mówić, bo raz po uwagach za nadto często przez starego powtarzanych, Staś mu się oburknął, co nie praktykowaną było rzeczą: "a cóż to, czy ja dziecko żebyście mną tak kierowali. "
W pół godziny po wyjeździe Stasia, wiedziano już o tem na białych dworkach. Ciocia Scholastyka modliła się, pan Kapitan jakkolwiek zawsze nie potępiał tego Stasia postępku, przez wzgląd jednak na ciocię Scholastykę milczał, stary Bartosz powróciwszy z pola westchnął i głową
Zamiar Stasia wyjawiony w gronie rezydentów co do odwiedzin Siedlisk nie był płonnym, jakoż pewnego dnia kazał zaprządz do swej najtyczanki czwórkę kasztanków i pojechał.
Walenty nie śmiał mu już na wyjezdnem nic mówić, bo raz po uwagach za nadto często przez starego powtarzanych, Staś mu się oburknął, co nie praktykowaną było rzeczą: "a cóż to, czy ja dziecko żebyście mną tak kierowali. "
W pół godziny po wyjeździe Stasia, wiedziano już o tem na białych dworkach. Ciocia Scholastyka modliła się, pan Kapitan jakkolwiek zawsze nie potępiał tego Stasia postępku, przez wzgląd jednak na ciocię Scholastykę milczał, stary Bartosz powróciwszy z pola westchnął i głową
pokiwał, a pani Adamowa która z temi wiadomościami po dworkach biegała, wykrzykiwała: "a co nie mówiłam. "
Czekał do późnej nocy na Stasia Walenty, siedząc w kredensie i przysłuchując się najmniejszemu turkotowi: ogień palił się na kominku, chłopak dodany mu do posługi chrapał pod piecem, stary siedział i słuchał.... Zegar z kukułką wybił północ, wiatr tylko jesienny z deszczem stukał w okna, lipy i topole ogrodu głucho po za dworem szumiały.... Stasia nie widać. Zdrzemnął się wreszcie stary siedząc na stołku, budził się jednak co moment i wychodził do sieni, gdy mu się zdawało, ze słyszy szmer jaki. Lecz wybiła druga, czwarta i piąta, Stasia nie było.
— Z pierwszą wizytą i tak długo siedzi, — mruczał do siebie stary i pokręcał głową.
Nad ranem dopiero o szóstej, zaturkotało wreszcie przed domem, czuwający
Czekał do późnej nocy na Stasia Walenty, siedząc w kredensie i przysłuchując się najmniejszemu turkotowi: ogień palił się na kominku, chłopak dodany mu do posługi chrapał pod piecem, stary siedział i słuchał.... Zegar z kukułką wybił północ, wiatr tylko jesienny z deszczem stukał w okna, lipy i topole ogrodu głucho po za dworem szumiały.... Stasia nie widać. Zdrzemnął się wreszcie stary siedząc na stołku, budził się jednak co moment i wychodził do sieni, gdy mu się zdawało, ze słyszy szmer jaki. Lecz wybiła druga, czwarta i piąta, Stasia nie było.
— Z pierwszą wizytą i tak długo siedzi, — mruczał do siebie stary i pokręcał głową.
Nad ranem dopiero o szóstej, zaturkotało wreszcie przed domem, czuwający
ciągle Walenty, na równe ze stoika zerwał się nogi, i wyszedł śpiesznie do sieni, do której właśnie Staś wchodził; był blady i nie wyspany, nic nie mówiąc poszedł do swojej sypialni, i położył się w ubraniu na łóżku.
We dwie godziny popłoch wielki zrobił się we dworze, przybyła ciocia Scholastyka, pan Kapitan, pani Adamowa i Walenty, a z ich ostrożnego choć spiesznego po pokojach stąpania, szeptów i zafrasowania, można się było domyśleć, ze Staś zasłabł.
— Jezus Marya, — powtarzała po cichu Ciocia przyrządzając jakieś ziółka.
— A co nie mówiłam, — szeptała pani Adamowa.
Na łóżku leżał Staś z twarzą przez gorączkę rozognioną, i we śnie mówił coś niezrozumiale.
Pana Kapitana wyprawiono natychmiast po doktora do poblizkiego miasteczka.
We dwie godziny popłoch wielki zrobił się we dworze, przybyła ciocia Scholastyka, pan Kapitan, pani Adamowa i Walenty, a z ich ostrożnego choć spiesznego po pokojach stąpania, szeptów i zafrasowania, można się było domyśleć, ze Staś zasłabł.
— Jezus Marya, — powtarzała po cichu Ciocia przyrządzając jakieś ziółka.
— A co nie mówiłam, — szeptała pani Adamowa.
Na łóżku leżał Staś z twarzą przez gorączkę rozognioną, i we śnie mówił coś niezrozumiale.
Pana Kapitana wyprawiono natychmiast po doktora do poblizkiego miasteczka.