Zobacz też:






Kobiety i Walenty krzątali się koło niego z ziółkami, obwiązywali mu głowę wzdychając i szeptając.
— Ja się tego zaraz obawiałem, cóżem chciała powiedzieć, nie napróżno mnie tknęło zaraz coś z początku.
— Musieli go winem upoić, — z zafrasowaną a zarazem pełną starania miną, powtarzał Walenty.
— Jezu Nazarański co za gorączka!.... Przywiózł zasapany Kapitan lekarza
z miasteczka, który przepisawszy chłodzące i uśmierzające gorączkę lekarstwa, zaspokoił poczciwych rezydentów, że nie ma niebezpieczeństwa, i ze Staś po zażyciu przepisanych środków, wkrótce do zdrowia pówróci.
Istotnie ku wieczorowi, zmniejszyła się znacznie, starzy jednak nie odstępowali go na chwilę. Ciocia Scholastyka spała tej nocy przy nim we dworze, co jeszcze niepraktykowaną było rzeczą, i każdy
z rezydentów oprócz Kapitana, delikatne mu robił wyrzuty, na które Staś uśmiechem i "słabą mam głowę do wina" odpowiadał. Kapitan zaś opowiedział mu zdarzenie swej młodości, które przez ciocię Scholastykę przyjętem było wzruszeniem ramion, bo opowiadanie tchnęło pobłażaniem na tego rodzaju postępki.
Gdy Staś powoli do zdrowia przychodzi, a poczciwi rezydenci czuwają przy nim nieodstępnie, my dowiedzmy się co Staś robił w Siedliskach, za swojem tam przybyciem.
A oto zajechawszy przed dość obszerny dwór, którego powierzchowność pod względem porządku i czystości nie była dość obiecującą, wszedłszy do pokoju, zastał w nim kilkunastu młodzieży na pół pijanych, grających w karty, lezących po sofach w negliżach i śpiewających różnemi tony rozwiozłe piosnki; między nimi gospodarza w tureckim szlafroku, z ogromną
fajką w ustach i czerwoną na głowie czapeczką, zajętego podobnież sztosem czy faraonem.
Uprzejmie powitał gospodarz, nieśmiałego i po raz pierwszy w podobnem towarzystwie znajdującego się Stasia, który wszedłszy, uczuł jakiś żal, zgryzotę, wspomniawszy że wchodzi do domu do któregoby za życia ojca wstęp miał wzbroniony, uczucie jednak sąsiedzkiej grzeczności przemogło na nim i wytłumaczył się sam przed sobą.
A pierwszą dobitną oznaką uprzejmego przyjęcia gospodarza, był szampan pieniący się już oddawna w comoment wypróżnianych przez ochoczych gości kielichach i strzelający nieustannie korkami.
— Jeżeli chcesz liczyć się za mego przyjaciela to wypijesz, — nalegał gospodarz na Stasia, który po pierwszym kieliszku, wymawiał się od przyjęcia następnego, i mimowoli przyjąć musiał prawie