Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 33
Zobacz też:
-
Hotel Legnica
www.qubushotel.com -
Pozycjonowanie
www.superseopro.pl -
Deweloper warszawa
www.brelocum.pl



do pokoju sypialnego za Paniczem, który zaraz się miał położyć, z wielkiem zdziwieniem postrzegł, ze wbrew codziennemu zwyczajowi, nie uklęknąwszy do pacierza, kazał się Panicz rozbierać, a położywszy się, przeżegnał się tylko i kwita. Bał się stary odezwać z uwagą, która go w język świerzbiała, bo Panicz coś w kwaśnym powrócił humorze, nie zagadał nawet do Walentego, nie pożartował z nim jak zwykle,
"Oho to sidła czartowskie," pomyślał stary, wahał się czy mu ma uwagę względem pacierza zrobić, i powoli zaczął się szastać po pokoju, odwlekając swe odejście, "nie mówić mu niepodobna, może zapomniał he, he, zapomniał, zawsze bywało odmawia, a dzisiaj by zapomniał, to sidła, sidła szatańskie, i niech co chce będzie, powiem, mu;" jakoż po tych myślach biorąc za klamkę, jak gdyby sobie cóś przypomniał, nieśmiałym i wzruszonym ode-
"Oho to sidła czartowskie," pomyślał stary, wahał się czy mu ma uwagę względem pacierza zrobić, i powoli zaczął się szastać po pokoju, odwlekając swe odejście, "nie mówić mu niepodobna, może zapomniał he, he, zapomniał, zawsze bywało odmawia, a dzisiaj by zapomniał, to sidła, sidła szatańskie, i niech co chce będzie, powiem, mu;" jakoż po tych myślach biorąc za klamkę, jak gdyby sobie cóś przypomniał, nieśmiałym i wzruszonym ode-
zwał się głosem: "a o pacierzu Panicz zapomniał."
— Idź spać stary, daj mi pokój, — było odpowiedzią Stasia, a stary zgrozą i smutkiem przejęty, pokręcając głową, wysunął się z pokoju.
Nazajutrz, ta wiadomość z detaljami opowiedziana przez Walentego pani Adamowej, smutkiem przejęła mieszkańców białych dworków.
Co do bywania w kościele, podobnież wyśmianym został, Staś i od tej pory dla nieokazania się świętoszkiem i dewotką, jak go już zaczęli nazywać, nie bywał w kościele.
Było to święto jakieś uroczyste, z białych dworków jak zwyczajnie, ściągnęli nabożni na summę i w ławkach zasiedli. Bacznem okiem szukała ciocia Scholastyka Stasia, kładła okulary na nos, patrzyła, nic było go, a oto już stary Proboszcz drżącym swym głosem odśpiewał Ewangelią i I ere dignam ci justum est, którem do
— Idź spać stary, daj mi pokój, — było odpowiedzią Stasia, a stary zgrozą i smutkiem przejęty, pokręcając głową, wysunął się z pokoju.
Nazajutrz, ta wiadomość z detaljami opowiedziana przez Walentego pani Adamowej, smutkiem przejęła mieszkańców białych dworków.
Co do bywania w kościele, podobnież wyśmianym został, Staś i od tej pory dla nieokazania się świętoszkiem i dewotką, jak go już zaczęli nazywać, nie bywał w kościele.
Było to święto jakieś uroczyste, z białych dworków jak zwyczajnie, ściągnęli nabożni na summę i w ławkach zasiedli. Bacznem okiem szukała ciocia Scholastyka Stasia, kładła okulary na nos, patrzyła, nic było go, a oto już stary Proboszcz drżącym swym głosem odśpiewał Ewangelią i I ere dignam ci justum est, którem do
fez zwykle roztkliwiał słuchaczy, Stasia nie było i Msza się wreszcie skończyła, a ciocia Scholastyka napróżno się jeszcze oglądała i bacznemi szukała go oczyma.
— W tak wielkie święto i nie przyszedł, — stłumionym odezwała się głosem do Bartosza, który podobnym ze co i ona okiem, szukał Panicza po kościele.
— A jednak zdrów jest, bom dziś panią Adamowe spotkał kole dworu, — tymże samym odpowiedział głosem; i smutni wyszli z kościoła i do swych udali się dworków.
I tak Staś w gruncie może jeszcze nie tyle był zepsutym, ile pozornie bardziej, chociaż nie bez nagany, zdawał się być podobnym do uczestników towarzystwa strasznego dworu. Jakiś smutek osiadł na jego czole i pewną zgryzotę uczuwał chwilowo, jakiś niesmak, nieukontentowante z samego siebie, opanowało jego umysł, i nieraz gdy spojrzał na portret ojca wi-
— W tak wielkie święto i nie przyszedł, — stłumionym odezwała się głosem do Bartosza, który podobnym ze co i ona okiem, szukał Panicza po kościele.
— A jednak zdrów jest, bom dziś panią Adamowe spotkał kole dworu, — tymże samym odpowiedział głosem; i smutni wyszli z kościoła i do swych udali się dworków.
I tak Staś w gruncie może jeszcze nie tyle był zepsutym, ile pozornie bardziej, chociaż nie bez nagany, zdawał się być podobnym do uczestników towarzystwa strasznego dworu. Jakiś smutek osiadł na jego czole i pewną zgryzotę uczuwał chwilowo, jakiś niesmak, nieukontentowante z samego siebie, opanowało jego umysł, i nieraz gdy spojrzał na portret ojca wi-