Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 35
tem wynosił, płakał nie raz jak bóbr gdy wspomniał, jak to dawniej bywało a jak jest teraz.
Bartosz stary, podobnież stał się jeszcze bardziej ponurym jak dawniej; doglądał on gospodarstwa, chodził jak dawniej po dyspozycje do dworu, jednakże z oczywistą jakąś niechęcią, z mniejszą jak dawniej rzutkością, i nie raz gdy zmordowany z pola wieczorem do domu powracał, suchym, z goryczą do Walentego odzywał się tonem: "Na licha się to wszystko zdało ta praca moja, kiedy to z dymem pójdzie wszystko niedługo, jak mi Bóg miły pójdzie; " i kiwali starzy głowami....
I nie raz bywało, gdy wieczorem, huczał dwór stary odgłosem bawiących się, i wszystkie jego okna mocną naokoło biły łuną, obaj starzy mrucząc i narzekając, łazili pod oknami i zaglądali ostrożnie przez okna, a ich oczom przedstawiały się postacie młodych ze strasznego dworu
Bartosz stary, podobnież stał się jeszcze bardziej ponurym jak dawniej; doglądał on gospodarstwa, chodził jak dawniej po dyspozycje do dworu, jednakże z oczywistą jakąś niechęcią, z mniejszą jak dawniej rzutkością, i nie raz gdy zmordowany z pola wieczorem do domu powracał, suchym, z goryczą do Walentego odzywał się tonem: "Na licha się to wszystko zdało ta praca moja, kiedy to z dymem pójdzie wszystko niedługo, jak mi Bóg miły pójdzie; " i kiwali starzy głowami....
I nie raz bywało, gdy wieczorem, huczał dwór stary odgłosem bawiących się, i wszystkie jego okna mocną naokoło biły łuną, obaj starzy mrucząc i narzekając, łazili pod oknami i zaglądali ostrożnie przez okna, a ich oczom przedstawiały się postacie młodych ze strasznego dworu
gości, snujące się po pokojach i do ich uszu dolatywały piosnki i wesołe rozmowy. Wzrok ich niekiedy szukał między niemi nieszczęśliwego Panicza i wynajdywał go siedzącego gdzieś z boku, z twarzą bladą, znudzoną, podpierającego głowę na ręku....
— Siedzi smutny! — stłumionym lecz dobitnym, jeden do drugiego odzywał się głosem.
— O Jezu, Jezu, co się tez to dzieje, to Arabia, dyzerta, — powtarzał boleśnie, drząc od wzruszenia i zaglądając przez okno Walenty.
— Co to będzie, co to będzie, ta ze ta hałastra obje go z nogami niedługo, obroku koniom nie nastarcz, a wódki ludziom, groźnym i podobnie stłumionym Bartosz dodawał głosem.
A w kościele bywali rezydenci regularnie jak dawniej, Stasia tylko nie było: w modłach gorących, dołączali oni proźbę
— Siedzi smutny! — stłumionym lecz dobitnym, jeden do drugiego odzywał się głosem.
— O Jezu, Jezu, co się tez to dzieje, to Arabia, dyzerta, — powtarzał boleśnie, drząc od wzruszenia i zaglądając przez okno Walenty.
— Co to będzie, co to będzie, ta ze ta hałastra obje go z nogami niedługo, obroku koniom nie nastarcz, a wódki ludziom, groźnym i podobnie stłumionym Bartosz dodawał głosem.
A w kościele bywali rezydenci regularnie jak dawniej, Stasia tylko nie było: w modłach gorących, dołączali oni proźbę
o nawrócenie na drogę cnoty Panicza, którego tak kochali, a na którego napozór tak zagniewani być się zdawali. Śpiewano nie raz w kościele litanią do Matki Boskiej, a do tej pieśni dołączały się zwykle i grube Bartosza, Walentego i Kapitana głosy,
i cienkie dyszkantowe cioci Scholastyki i pani Adamowej, a przy wyrazach: "od sideł szatańskich, wybaw nas Panie," z pokorą krzyżowały się ich ręce i nachylały stare głowy, z większą niż zwykle pobożnością.
* * *
Z wiosenną porą, podczas cichego i pięknego wieczoru, który odgłosem żabek, derkaczy, brzękiem muszek i komarów, rozwodził swą harmonią po świeżem spadającą rosą ożywionem powietrzu, o zachodzie słońca, siedziała ciocia Scholastyka na ganku swego dworku, z pończoszką w ręku, odmawiając Anioł Pański. Okna jej dworku były otwarte dla świeżego po-
i cienkie dyszkantowe cioci Scholastyki i pani Adamowej, a przy wyrazach: "od sideł szatańskich, wybaw nas Panie," z pokorą krzyżowały się ich ręce i nachylały stare głowy, z większą niż zwykle pobożnością.
* * *
Z wiosenną porą, podczas cichego i pięknego wieczoru, który odgłosem żabek, derkaczy, brzękiem muszek i komarów, rozwodził swą harmonią po świeżem spadającą rosą ożywionem powietrzu, o zachodzie słońca, siedziała ciocia Scholastyka na ganku swego dworku, z pończoszką w ręku, odmawiając Anioł Pański. Okna jej dworku były otwarte dla świeżego po-


