Zobacz też:






wietrzą, a zapach świeży, roślinny, starannie utrzymanego po za dworkiem ogródka, rozchodził się po całym dziedzińcu.
— A Kachna niechaj pamięta komary gałęzią wypędzić, jak słonko zajdzie, — podniósłszy głos, ozwała się ciocia, i znów przerwane Zdrowaś Marya zaczęła.
W tem, od strony bramki, ukazał się z gitarą w ręku pan Kapitan, drobnym zbliżający się kroczkiem, w czapecce z fantazyą na ucho zasadzonej i w zwykłym swym stroju.
Pozdrowili się jak zwykle, jak od lat kilkunastu starzy. — Dobry wieczór Jejmości. — Dobry wieczór Acanu.
— Tak tu przychodzę zmiarkowawszy do Jejmości, jak jaki trubadur, he, he, he, dawnom juz nie grał i nie śpiewał, a wiosna i czas tak piękny, dodają mi natchnienia, — i usiadł naprzeciw cioci Scholastyki a przechyliwszy głowę na bok i przymila-
jącą zrobiwszy minę, zaczął brzdąkać po stronach, różne wywodząc preludia.
— A o Stasiu nie wiesz Acan co tam dziś robi, jeszcze coś nie widać pani Adamowej z relacyą, — smutno zapytała po chwili Ciocia.
Abo ja wiem, proszę Jejmości, we dworze zmiarkowawszy nie bywam, bo mi i nie wolno.... at co robi? muszą hulać abo w Siedliskach, abo gdzie na polowaniu.
Pokiwała smutnie głową ciocia Scholastyka, nie przestając robić pończoszkę, po chwili rzekła.
— A widzisz Acan że ja, cóżem chciała powiedzieć, tak jakem zawsze gadała tak i teraz mówię, żem nie napróżno się strachała, a Acan mi mówił co mu tam będzie, to źle ze taki niedoświadczony, ot masz Acan, a co lepiej teraz co?
Tę skargę i wymówkę słyszał Kapitan prawie codziennie, i tą razą tak jak zwy-
kle nic na to nie odpowiedział, tylko ciągle brzdąkał — A jakiż koniec, — dodała wzruszonym głosem, — jeżeli się nie opamięta... ho smutny koniec, — i łzy zakręciły się w jej oczach.
— Młode to wyszumi, — wtrącił nareszcie Kapitan.
— Oj wyszumi, wyszumi, po niewczasie, jak się i do reszty zepsuje, i o Bogu zapomni.... ale ot zaśpiewaj no Acan coś miał śpiewać, to się rozerwiem trochę z tych smutnych myśli.
Odkrząknął Kapitan kilka razy, kilka razy silniej w strony uderzył i ochrypłym jak w garnku głosem, z miną o ile mógł patetyczną zaczął:
Te brzóz kilka...
lecz gdy zaczynał strofę: "Czemuż z miłych rzeczy zgubą człowiek pamięci nie traci," zwabione śpiewem i muzyką Kachna i Paraska, porzuciły swe zajęcia