Zobacz też:






i z sieni z po za drzwi, ciekawie się gapić zaczęły.
Spostrzegła to ciocia Scholastyka i w miejscu z największem uczuciem przez Kapitana odśpiewiewanem, wykrzyknęła:
— A Paraska i Kachna po co tu się gapią! a mondrele, a do roboty, cożem chciała powiedzieć, wam ono co zawsze słuchać a nie robić!
W ową właśnie chwilę, nadeszła spiesznym krokiem pani Adamowa.
Kapitan z niechęcią przerwać musiał piosnkę.
— A cóż tam Staś dziś robi, — było pierwszem Cioci zapytaniem.
— Boże mój, ciekawa jezdem co Jejmość chcesz żeby robił, a tać pojechali hurmem na polowanie, i jeszcze dziś tu mają powrócić.
— Czy tylo zdrów a nie mizerny.... dawnom go już i nie widziała, ale jak tam zajrzeć, kiedy tam wciąż taka Sodoma.
— Oj Sodoma, Sodoma Jejmościulku, śpiewają, krzyczą, co aż u mnie w garderobie słychać; bez caluteńką noc wczoraj tak hulali i Panicz kazał mnie zbudzić jak się im zachciało jeść po północku, a tak teraz zhardział co niech ręka Boska broni, zaraz się gniewa jak mu co na czas nie sporządzić....
Psastąpiły potem wzdychania zwyczajne cioci Scholastyki i narzekania dalsze pani Adamowej, pan Kapitan nucił cóś sobie pod nosem i brzdąkał na gitarze; w tem turkot jadących żwawo kilku najtyczanek ode wsi ku dworowi, pełnych wesołej i krzyczącej młodzi, ze strzelbami i torbami, przerwał im dalszą rozmowę.
— Oho jadą, ot masz, — zawołała gniewnie pani Adamowa, — a muszę iść, bo niech-Bóg broni co by to było żeby im co nie przyrządzić, — i wzruszywszy ramionami, i Dobra noc, wyrzekłszy, spiesznym ku dworowi zwróciła się krokiem.
Ciocia Scholastyka z widoczną boleścią na twarzy, patrzyła na te przejeżdżające przed jej bramką ekwipaże i zrobiwszy w powietrzu znak krzyża, zaczęła szeptać jakąś modlitwę. Kapitan patrzył także na tę wesołą hałastrę powracającą z polowania i zazdrościł im w duchu.
A tego samego wieczora, przed Bartoszową chatą, siedział stary Walenty odmawiając pacierze, i na widok przejeżdżających, pokiwał smutnie głową i łzę obtarł rękawem.