Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 38
VI.
W podobny do poprzedzającego wieczór, po wązkiej i wiecznie zabłoconej grobli, Wiodącej od lasu do wsi Ząbkowa, włości znanej nam Wojtasińskich, których dobra w szczególnie złe i niedbale utrzymywane drogi obfitowały, jechał Staś czwórką swych kasztanków, w najtyczance. Maciej wąsala, zgrabnie wywijał biczyskiem i potrzaskiwał nad uszami żwawych kasztanków, które pomimo niewielkiego ciężaru, stępo, z wielkim trudem, po błocie postępowały.
Staś ze smutną, znudzoną twarzą, obojętnem okiem patrzał na rowy, po obu stro-
W podobny do poprzedzającego wieczór, po wązkiej i wiecznie zabłoconej grobli, Wiodącej od lasu do wsi Ząbkowa, włości znanej nam Wojtasińskich, których dobra w szczególnie złe i niedbale utrzymywane drogi obfitowały, jechał Staś czwórką swych kasztanków, w najtyczance. Maciej wąsala, zgrabnie wywijał biczyskiem i potrzaskiwał nad uszami żwawych kasztanków, które pomimo niewielkiego ciężaru, stępo, z wielkim trudem, po błocie postępowały.
Staś ze smutną, znudzoną twarzą, obojętnem okiem patrzał na rowy, po obu stro-
nach grobli ciągnące się, zarosłe krociami niezabudek, zkąd kilka monotonnych głosów żabek się odzywało.
Powracał on z jarmarku z poblizkiego miasteczka, gdzie przez kompanię ze strasznego dworu, miał sobie danem rendez-vous.
Dojeżdżali właśnie do kołowrotu, zkąd na lewo skręcała się droga do dworu, bielejącego opodal w wieńcu lip i topol ogrodu.
Staś jakkolwiek już oddawna nie odwiedził mieszkańców Ząbkowa, i tą razą jednak nie miał ochoty, tę tak nudną dla niego odbyć wizytę, i Maciej zadawszy silniej czwórkę, która po równiejszej nieco drodze, śpieszniej biedz zaczęła, już miał minąć drogę ku dworowi wiodącą, gdy od kołowrotu, mocny i gruby głos hau! zwrócił jadących uwagę.
Spojrzał Staś w stronę tego wykrzykniku, i ujrzał pana Wojtasińskiego, z faje-
Powracał on z jarmarku z poblizkiego miasteczka, gdzie przez kompanię ze strasznego dworu, miał sobie danem rendez-vous.
Dojeżdżali właśnie do kołowrotu, zkąd na lewo skręcała się droga do dworu, bielejącego opodal w wieńcu lip i topol ogrodu.
Staś jakkolwiek już oddawna nie odwiedził mieszkańców Ząbkowa, i tą razą jednak nie miał ochoty, tę tak nudną dla niego odbyć wizytę, i Maciej zadawszy silniej czwórkę, która po równiejszej nieco drodze, śpieszniej biedz zaczęła, już miał minąć drogę ku dworowi wiodącą, gdy od kołowrotu, mocny i gruby głos hau! zwrócił jadących uwagę.
Spojrzał Staś w stronę tego wykrzykniku, i ujrzał pana Wojtasińskiego, z faje-
czką w ostach, śpiesznie od strony stodół idącego ku niemu i machającego rękami na znak wstrzymania się.
Niezupełnie zadowolony tą zaczepką Staś, rozważywszy że to pociągnie za sobą odwiedziny dworu, stanąć jednak kazał i wysiadłszy, iść zaczął naprzeciw Gospodarza.
— A poczekaj ty, ty ladaco, — grożąc, zdaleka jeszcze, wołał Wojtasiński. — Urwipołeć z ciebie widzę, hulasz, hulasz, a o sąsiadach zapominasz, — i objął Stasia grubą swą ręką i zaczął całować. — Spodziewam się, — mówił dalej, — że przynajmniej dziś mnie nie ominiesz, kiedym cię złapał.
— Dziś istotnie nie mam zamiaru złożyć Państwu mego uszanowania, śpieszno mi bowiem do domu.
— Nie bądźże dureń, proszę cię, musisz i kwita, — i kiwnął ręką na Macieja aby wjechał, i wziąwszy Stasia pod rękę, gwałtem go prawie ku dworowi poprowadził.
Niezupełnie zadowolony tą zaczepką Staś, rozważywszy że to pociągnie za sobą odwiedziny dworu, stanąć jednak kazał i wysiadłszy, iść zaczął naprzeciw Gospodarza.
— A poczekaj ty, ty ladaco, — grożąc, zdaleka jeszcze, wołał Wojtasiński. — Urwipołeć z ciebie widzę, hulasz, hulasz, a o sąsiadach zapominasz, — i objął Stasia grubą swą ręką i zaczął całować. — Spodziewam się, — mówił dalej, — że przynajmniej dziś mnie nie ominiesz, kiedym cię złapał.
— Dziś istotnie nie mam zamiaru złożyć Państwu mego uszanowania, śpieszno mi bowiem do domu.
— Nie bądźże dureń, proszę cię, musisz i kwita, — i kiwnął ręką na Macieja aby wjechał, i wziąwszy Stasia pod rękę, gwałtem go prawie ku dworowi poprowadził.


