Zobacz też:






— Eh mon Dieu, ces betises-la, szkoda czasu, — wymówiła krzywiąc się panna Konstancja.
—Ja sądzę, — przerwał Staś, — ze to dzieło Kraszewskiego, przed innemi zasługuje na czytanie.
— Myśli w niem dużo i pięknych.... — nie śmiało wtrąciła Anusia, którą tak już, bo po rekomendacyi nazywać będziemy.
— Zabawną jesteś ma chère, że mając tyle dzieł prawdziwie dobrych: Dumasa, Balzaka, Suego i innych, ślęczysz nad mizernemi naszych bazgraczy płodami.
— O jakże droga Kostusiu niepochlebną masz o naszych pisarzach opinią, — z miłym uśmiechem odpowiedziała Anusia, — czyliż dla tego uważasz ich prace za nieudolne, dla tego że są nasi?... a ja przedewszystkiem staram się właśnie, pierwej naszą literaturę gruntownie poznać, tak jak to każdego rodaka jesł powinnością....
I rozmowa toczyła się dalej żwawo. Panna Konstancya szydziła z naszych pisarzy, wychwalała francuzkich, lecz dla czego, sama pewno nie wiedziała, i przytaczała z exaltacyą wprost z nich wyjęte frazesa. Anusia broniła swojej literatury wraz ze Stasiem, który dziwnie co do zdań pod tym względem harmonizował z Anusia, pani Gospodyni wtrącała niekiedy swe zdania ogólne, tchnące jednak stronnością dla Kostusi, i przerywając je wykrzyknikami do drugiego pokoju skierowanemi: "Enfents soyez tranquilles," zkąd się czasem ogromny rozchodził harmider, swawolącego licznego dziatek grona.
I Staś z zajęciem patrzył na tę tak niespodzianie pojawioną, młodej panienki postać, której zdania zdrowe i skromnie wyjawiane, ruchy i mowa dalekie od wszelkiej przesady, tak odbijały przy pełnej pretensyi pannie Konstancji.
Nie sądźcie jednak, by za ujrzeniem, tak