Dwór i dworki : szkic do powieści - Kunicki Leon, str. 8
już mówiliśmy majątkiem nie wielkim lecz dorobnym; otoczonym był nadto kilkoma staremi indywiduami, wiernemi sługami dworu i rezydentami, którzy razem wszyscy jak duchy opiekuńcze nad nim czuwali.
Stary Walenty któregośmy już z jego opowiadania trochę poznali, starzec przeszło 60-letni, o dużej łysej głowie, ozdobionej siwemi wąsami, o wyrazie twarzy trochę surowym lecz pełnym poczciwości i otwartości, całem sercem i duszą przywiązanym był do panicza, do dworu, gdzie już przebył kilka lat dziesiątków. Dla ukochanego panicza poszedłby on w ogień, życie by dał za niego, bo panicz w jego oczach był ideałem, postępowanie młodego Pana było tak zgodne z maksymami starego! podziwiał jego pobożność w tym wieku, skromność, obejście się; dlatego też kogo mógł złapać, to mu zaraz o paniczu prawił i o tem juk to bywało za cza-
Stary Walenty któregośmy już z jego opowiadania trochę poznali, starzec przeszło 60-letni, o dużej łysej głowie, ozdobionej siwemi wąsami, o wyrazie twarzy trochę surowym lecz pełnym poczciwości i otwartości, całem sercem i duszą przywiązanym był do panicza, do dworu, gdzie już przebył kilka lat dziesiątków. Dla ukochanego panicza poszedłby on w ogień, życie by dał za niego, bo panicz w jego oczach był ideałem, postępowanie młodego Pana było tak zgodne z maksymami starego! podziwiał jego pobożność w tym wieku, skromność, obejście się; dlatego też kogo mógł złapać, to mu zaraz o paniczu prawił i o tem juk to bywało za cza-
sów nieboszczyka Jegomości, a trzeba także wiedzieć, ze jako stary lubił gawędę.
— Aby się ono panie nie zepsuło, — mawiał często zażywając powoli tabakę i podnosząc swe brwi strzępiaste.
Ubraniem jego była zwykle, siwa długa kapota ze świecącemi guzikami i buty ze sztylpami.
Jakkolwiek młody panicz poufale z nim zawsze rozmawiał gdy mu rano śniadanie zastawiał, lub gdy mu do obiadu usługiwał, Walenty jednakże z wielkim respektem, prostował się zawsze przed nim, rozkazy jego jak najakuratniej wypełniał, i w ważnych tylko okolicznościach z perorą lub nauką wyjeżdżał.
Nagany o opieszałość w służbie Walenty nie usłyszał od nieboszczyka Jegomości ani tez od panicza, ho, ho, za punkt honoru to uważał i chwalił się z tem nie raz, bo tez wszystko szło u niego jak w zegar-
— Aby się ono panie nie zepsuło, — mawiał często zażywając powoli tabakę i podnosząc swe brwi strzępiaste.
Ubraniem jego była zwykle, siwa długa kapota ze świecącemi guzikami i buty ze sztylpami.
Jakkolwiek młody panicz poufale z nim zawsze rozmawiał gdy mu rano śniadanie zastawiał, lub gdy mu do obiadu usługiwał, Walenty jednakże z wielkim respektem, prostował się zawsze przed nim, rozkazy jego jak najakuratniej wypełniał, i w ważnych tylko okolicznościach z perorą lub nauką wyjeżdżał.
Nagany o opieszałość w służbie Walenty nie usłyszał od nieboszczyka Jegomości ani tez od panicza, ho, ho, za punkt honoru to uważał i chwalił się z tem nie raz, bo tez wszystko szło u niego jak w zegar-
ku przez nałogowe nawyknięcie do jednych i tychże samych zatrudnień.
Budził go w kredensie raniutko zegar z kukułką, zaczynał stary odmawiać pacierze, zamiatając i okurzając pokoje, potem przynosił kawę przez panią Adamowe w garderobie przyrządzoną paniczowi, stawiał ją na stole i powracał do drzwi, gdzie w pokornej zwykle stawał postawie. Sam nigdy mówić nie zaczynał, dopiero zapytany od panicza czasem się rozgawędził. Pożartował z nim tez często panicz, aż się stary roześmiać musiał ki, ki, ki. Przy obiedzie podobnież usługiwał z powagą i uszanowaniem, wieczorem gdy już ukończył wszystkie swoje prace, a panicz po powrocie z pola, z polowania lub sąsiedztwa, czytał lub pisał w swym pokoju, stary siedział w kredensie, śpiewał nabożne pieśni, lub tez poszedł do pani Adamowej na gawędę.
Budził go w kredensie raniutko zegar z kukułką, zaczynał stary odmawiać pacierze, zamiatając i okurzając pokoje, potem przynosił kawę przez panią Adamowe w garderobie przyrządzoną paniczowi, stawiał ją na stole i powracał do drzwi, gdzie w pokornej zwykle stawał postawie. Sam nigdy mówić nie zaczynał, dopiero zapytany od panicza czasem się rozgawędził. Pożartował z nim tez często panicz, aż się stary roześmiać musiał ki, ki, ki. Przy obiedzie podobnież usługiwał z powagą i uszanowaniem, wieczorem gdy już ukończył wszystkie swoje prace, a panicz po powrocie z pola, z polowania lub sąsiedztwa, czytał lub pisał w swym pokoju, stary siedział w kredensie, śpiewał nabożne pieśni, lub tez poszedł do pani Adamowej na gawędę.


