Zobacz też:






Pani Adamowa albo inaczej Wolińsiu, jak ją nazywał panicz, był to drugi egzemplarz starej i przywiązanej sługi.
Lat przeszło czterdziestu, otyła, o rumiannych policzkach, ruchawą nadzwyczaj, nadzwyczaj podobnież była przywiązaną do Panicza i do dworu, gdzie oddawna obowiązek szafarki pełniła. Głos jej dyszkantowy, donośny, słychać było na drugim rogu domu, gdy łajała baby pod jej zostające komendą, a gderała i łajała często, wzwyczaiła się do tego powoli, nad niesfornemi jak mawiała sługami i gniewność ta, wsiąkła prawie w jej obejście się z każdym a nawet z Paniczem. Twarz zawsze serjo, rzadko bardzo w chwilach chyba bardzo dobrego humoru, rozjaśniała się uśmiechem i wtenczas widoczne były dwa rzędy popruchniałych i pokrzywionych jak wieże bolońskie zębów. Strój jej nie zawsze był zupełnie kobiecym, bo na słotę i zimno ubierała się w długie męzkie buty
i kożuch prosty barani i mrucząc sobie co mi tam ! biegła żwawo po błocie lub śniegu na folwark, do kurników, do chlewików, sama rozsypując ziarno dla drobiu, wołając przenikliwie tiu, tiu, tiu; na lamus czarny po jego popruchniałych gankach, do serów biegała po schodach z nadzwyczajną szybkością. Śmiał się z niej nieraz Panicz, z jej stroju, mitygował w jej passyi gdy nie raz porwawszy harap wiszący w garderobie nad jej łóżkiem, biegła za babami odgrażając się. Zawsze coś prawie znalazła do nagany, zrzędziła sama na siebie, chowała wszystko, zamykała, narzekała na nadzwyczajne expensa, gdy była w złym humorze; i Paniczowi się nierzadko co od Wolińsi usłyszeć zdarzyło, jak np. "Już to swawola jak Boga kocham, zęby aptyczkie Pan darmo trzymał dla tych chamów i wydawać kazał bezpłatnie, ciekawa jezdem" a było to jej przysłowie, albo: "czy tez to słychane rzeczy, zęby Pan był taki
lowany i nie wypędził choć z raz tych chamów, co zawsze z jakąś proźbą przyłażą" albo tez czasem gdy Panicz po powrocie z polowania z dobrym apetytem, prosił Wolińsi o przygotowanie mu przekąski, a gdy na jej zły humor trafił, odpowiadała gniewnie: "tak! ciekawa jezdem zkąd wezmę, nie mam nic, gdzie ja tam będę dziesięć razy do jedzenia przyrządzać, obiad był nie dawno" pomimo to jednak gawędząc sama z sobą, przynosiła przekąskę.
Mitygował ją czasem i Walenty, ujmując się za Paniczem szczególniej, to i Walentemu tak się odcięła, ze później ze trzy dni nie częstowali się tabaką i nic nie gadali do siebie, a Panicz śmiał się tylko w duchu; bo znał grunt poczciwy i przywiązanie pani Adamowej.
Ale bo tez pomimo tego gderania, pani Adamowa sama zawsze przyrządzała kawę z kożuszkami, które Panicz lubił, i piekła